Jaka naprawdę była Marilyn Monroe?

2019-08-02
Jaka naprawdę była Marilyn Monroe?
Słynna Marilyn Monroe to do dziś jedna z najpowszechniej rozpoznawanych postaci show-businessu i legendarna ikona w historii światowego kina. Niezmiennie pozostaje symbolem kobiecości, piękna i seksapilu. Przez jednych była uważana za rozkapryszoną i niezbyt rozgarniętą gwiazdeczkę, przez innych zaś za niezwykle wrażliwą i samotną ofiarę własnej urody. Jaka jednak była naprawdę?



Marilyn Monroe, a właściwie Norma Jeane Mortenson - bo tak brzmiało jej prawdziwe nazwisko - przyszła na świat 1 czerwca 1926 roku w Los Angeles jako trzecie, nieślubne dziecko Gladys Pearl Baker, która również była związana z przemysłem filmowym, ponieważ pracowała jako montażystka. Choć w jej akcie urodzenia oficjalnie figurował były mąż Gladys, do dziś nie wiadomo do końca, kto dokładnie był prawdziwym ojcem Marilyn - i prawdopodobnie nie wiedziała tego również ona sama. Niecałe dwa tygodnie po porodzie Gladys oddała córkę na wychowanie do rodziny zastępczej. Odwiedzała ją jedynie w weekendy.



Kiedy Norma skończyła 7 lat, sytuacja jej matki ustabilizowała się na tyle, że zabrała ją ostatecznie do siebie. Mieszkała wtedy z przyjaciółką i w domu panowała beztroska, i pełna swobody atmosfera, z czego Norma chętnie korzystała - dzięki przyzwoleniu swoich opiekunek była wtedy pierwszą dziewczynką w swojej klasie, która zaczęła przychodzić do szkoły w makijażu. Niestety, ten szczęśliwy czas nie trwał długo i już niecały rok później Gladys zachorowała na schizofrenię paranoidalną, przez co musiała być hospitalizowana w placówce, w której spędziła już później resztę życia. Wobec takiego obrotu spraw mała Norma ponownie została sama. Tym razem znalazła się w sierocińcu, którego szczerze nie znosiła. Aby uciec ze znienawidzonego miejsca w wieku zaledwie 16 lat wyszła za mąż za sąsiada, dwudziestojednoletniego robotnika Jamesa Dougherty’ego, który jak sam wspominał, chciał w ten sposób dać jej dom, którego nigdy nie miała. "Mało rozmawialiśmy. Po prostu nie mieliśmy sobie nic do powiedzenia" - tak Monroe podsumowywała ten związek po latach. 




Dwa lata później, dzięki swojej teściowej, znalazła pracę w fabryce Radioplane Munitions produkującej części do samolotów. Pewnego dnia odwiedził ją fotograf David Connover, który wykonał pracownikom kilka fotografii. To wydarzenie zainspirowało Normę do odejścia z pracy i rozpoczęcia kariery modelki, we współpracy między innymi z właśnie Connoverem. Wyprostowała i przefarbowała włosy na słynny blond. Jej zdjęcia szybko zaczęły zdobić okładki popularnych czasopism, ona sama marzyła jednak o karierze aktorki, na wzór uwielbianej przez siebie idolki, Jean Harlow.





Aby umożliwić sobie łatwiejsze wkroczenie do świata wielkiego ekranu rozwiodła się z mężem i przybrała pseudonim artystyczny Marilyn Monroe - imię nawiązywało do znanej w tym czasie gwiazdy Broadwayu Marilyn Miller, natomiast Monroe pochodziło od panieńskiego nazwiska matki. Zaczynała od statystowania w filmach, pobierała lekcje tańca, śpiewu, pantomimy oraz podpatrywała pracę na planie filmowym. Mimo kilku ról, które udało się jej otrzymać nie od razu jednak wybiła się na szczyt. Przeszła korektę zgryzu, operację plastyczną nosa, ust i podbródka, ale mimo to oferty ról nie przychodziły... Wobec braku źródła dochodu zaczęła pozować nago - to właśnie te zdjęcia ukazały się później w pierwszym w historii numerze "Playboya".





W późniejszym czasie jej kariera nabrała szybkiego tempa, zaczęła grać główne role, zdobywać nagrody i miliony oddanych fanów. Wiele z filmów, w których brała udział przeszło do historii jako klasyki kina. Należą do nich między innymi "Wszystko o Ewie", "Słomiany wdowiec", "Jak poślubić milionera", "Pół żartem, pół serio" czy "Mężczyźni wolą blondynki". Otrzymała wiele nagród i nominacji, zaczęła pojawiać się na okładkach magazynów, a przy okazji stała się też ulubioną pin-up girl wśród amerykańskich żołnierzy. Od fanów codziennie otrzymywała setki listów i prezentów. Starała się wykonywać swoją pracę perfekcyjnie, prosząc o wielokrotne duble nawet, jeśli sam reżyser był już zadowolony z efektu. Najczęściej grała role seksownych i nieco niemądrych blondynek, przez co dostawała niewiele innych, bardziej ambitnych propozycji. Choć często miała ochotę uciec od swojego scenicznego wizerunku, musiała wcielać się wciąż i wciąż w rolę Marilyn, aby utrzymać swój status supergwiazdy. Jej drugi mąż, baseballista Joe DiMaggo skarżył się ponoć, że bez przerwy odgrywa ona rolę Marilyn Monroe, podczas gdy on marzył, by poślubić zwykłą Normę Jeane.




Marilyn znana była z grania dość odważnych jak na tamte czasy scen filmowych i wciąż ocierała się o skandal. Dawała się filmować owinięta jedynie w ręcznik lub prześcieradło, a także podczas pływania nago w basenie. Pozując do zdjęć zmysłowo otwierała usta, nie wahała się pokazywać odkrytych nóg czy wyciętego dekoltu, co nieodmiennie wywoływało falę krytyki konserwatywnej publiczności. Miała wielu mężów i kochanków, uwikłała się między innymi w romans z samym prezydentem Kennedym oraz jego bratem. Nosiła wyzywające, obcisłe sukienki i często zachowywała się w uwodzicielski sposób. Do historii przeszło słynne wykonanie "Happy Birthday" w błyszczącej, cielistej sukni tak cienkiej i opiętej że sprawiającej wrażenie przezroczystej - nawet dziś nie każda gwiazda Hollywood zdecydowałaby się na założenie podobnej. 




Działała na wyobraźnię mawiając, że sypia ubrana jedynie w kroplę perfum Chanell Nº5. Mężczyźni tracili rozum na jej widok. Jeszcze za życia została okrzyknięta "symbolem seksu", co na przełomie lat '50 i '60 miało bardzo skandalizujący wydźwięk. Sama odnosiła się do tego tytułu z pewnym dystansem: „Nigdy do końca nie zrozumiałam tego, bycia symbolem seksu. Zawsze myślałam, że symbole kolidują ze sobą. To jest właśnie ten problem, bycie symbolem seksu sprawia, że jest się przedmiotem. Wprost nienawidzę uprzedmiotowienia. Ale jeśli mam być czegoś symbolem, to już lepiej seksu niż innych spraw, które też mają swoją symbolikę!" - powiedziała w jednym z wywiadów.





Marilyn Monroe znana była z nerwowego zachowania na planie. Często zapominała tekstu, spóźniała się, a czasami w ogóle nie stawiała się na czas w pracy. Z jej powodu trzeba było ponawiać ujęcia nawet kilkadziesiąt razy. Zmagała się z problemami emocjonalnymi, bezsennością, tremą, lękami i niską samooceną, z którymi próbowała radzić sobie nadużywając alkoholu, barbituranów czy amfetaminy. Aktor Richard Widmark tak wspominał swoją pracę z Monroe: „Lubiłem Marilyn, ale była okropna we współpracy. Niemożliwa, naprawdę. Ukrywała się w swojej garderobie i nie chciała wyjść. Kiedy w końcu wychodziła, okazywała się być kłębkiem nerwów. Wszystko to było wynikiem strachu. Była niepewna tak wielu rzeczy (...). Od samego początku była jak ranny ptak."





Choć sceniczny wizerunek seksownej i promiennej, aczkolwiek nieco głupiutkiej blondynki przylgnął do Marilyn tak skutecznie, że do dzisiaj trudno kojarzyć ją z czymkolwiek innym, posiadała ona również bardziej stonowaną, romantyczną i wrażliwą stronę. Była między innymi zapaloną czytelniczką - jej prywatna biblioteka liczyła niemal pół tysiąca pozycji, z których wszystkie przeczytała. Ponoć jej ulubionymi lekturami były „Pani Bovary” Gustava Flauberta i „W Drodze” Jacka Kerouca. Liczne prywatne zdjęcia dowodzą, że czytywała nawet tak ambitne dzieła jak "Ulisses" Jamesa Joyce'a. Ogromnie ceniła sobie towarzystwo intelektualistów i wśród jej przyjaciół było wielu z nich. Jej trzecim mężem był Arthur Miller, pisarz i laureat nagrody nobla za dzieło "Śmierć komiwojażera". Pisał on o Marilyn w sposób następujący: "Żeby przeżyć, musiałaby być bardziej cyniczna lub przynajmniej bliższa rzeczywistości. Ona tymczasem była poetką, która na rogu ulicy próbuje recytować tłumowi wiersze, ten zaś zdziera z niej ubranie".



Marilyn zostawiła po sobie dużą ilość poetyckich i refleksyjnych zapisków tworzonych w zeszytach oraz na znalezionych w pośpiechu skrawkach papieru, z których wyziera poczucie osamotnienia oraz głęboki emocjonalny niepokój (pisała między innymi: "dlaczego przeżywam takie tortury" albo "dlaczego czuję się człowiekiem mniej niż inni"). Uwielbiała malarstwo Francesca Goi "Targały nami podobne demony" - mawiała. 

Jej autorefleksja znajdowała ujście podczas psychoterapii prowadzonej przez analityka Ralpha Greensona, zatrudnionego przez wytwórnię filmową, aby stawiać ją na nogi po załamaniach nerwowych i pilnować, by docierała na plan w dobrym stanie psychicznym. Jego relacja z gwiazdą stała się z czasem bardzo niejednoznaczna i brakowało w niej granic. Seanse ciągnęły się bez końca, trwały po wiele godzin nic nie zmieniając, a sama Marilyn często pomieszkiwała w jego domu, wraz z rodziną, co w żaden sposób nie poprawiało jej stanu. Wciąż przejawiała autodestrukcyjne myśli i podejmowała próby samobójcze.